ULICA KWIATOWA
Zostałam zaproszona do dużego, przestronnego pokoju. To pomieszczenie było inne.Miało białe ściany. Trochę przypominało gabinet dentystyczny pod względemsterylności. Były w nim tylko drewniane, pojedyncze drzwi. Tom, barman, kazał mi przez nie przejść. Wymieniłam z siostrą nerwowe spojrzenia. podeszła do mnie i chwyciła za rękę. Połorzyłam dłoń na klamce. Otworzyłam wrota z zamkniętymi oczami. Tajemnicze przejście ani drgneło. Otwieram oczy, odwracam się. Widzę rodziców, barmana i siostre. Wszyscy śmieją mi się prosto w twarz. Co ja się łudziłam przecierz magia nie istnieje. A ja głupia dałam się na nią nabrać.Pierwsza łza spływa powoli po moim policzku. Druga, trzecia i kolejne... Płaczę zakrywam twarz dłońmi. Wybiegam z tego pokoju, baru. Jestem na ulicy. Ludzie mijają mnie i śmieją się. Wszyscy... prócz małej dziewczynki, którą zobaczyłam dopiero teraz. Wyróżnia się tym, że ma szczura na ramieniu. Podchodzę na chwiejnych nogach do niej. Patrzyła mi się prosto w oczy, mówiły "ja też taka jestem". Stałyśmy na środku ulicy wpatrując się w siebie.Ruszyła się, podeszła do mnie. Chwyciła moją rękęNie zdawałam sobie sprawy z gtego, że ona steruje moim ciałem.Zaprowadziła mnie do opustoszałej chaty.Tam pokazała mi swój dar. Podnosiła przedmioty nie dotykając ich. Czyli magia jednak istnieje! Nie wiem dlaczego, ale nad moją głową znalazła się szafa i łup.
****
Poczułam przeszywający ból w głowie. Otworzyłam oczy. Widziałam kolorowe plamki tańczące na białym tle. Leżałam na czymś miękim. To był dywan w pokoju z drzwiami. Nie chce mi się podnieść. Leżę tak dopuki wszystkie plami nie znikną. Trwało to jakieś dwie może trzy minuty. Zbieram się w duchu i stwierdzam, że wstaję. Unoszę głowę, podpieram się na łokciach. Widzę... Padam. MAM DOŚĆ TYCH WSZYSTKICH UPADKÓW! Podnoszę się ostatni raz. Widzę nogi bez stup. Nie ma krwi. To chyba dobrze. Wygląda to tak jak w sztuczkach magików. Nie ma krwi i nie ma stup zato są drzwi. Roruszam prawą nic się nie dzieje. Staram się wyciągnąć wychodzi więc wyciągam też drugą. (Bez skojarzeń proszę!) Staje na nogach. Podchodzę do sostry, która leży i myśli. Ciekawe nad czym?Pomagam jej wstać. Tom puszcza mi oczko. Staram się przejść sama. Udało się! Matko boska częstochowska ile tam jest ludzi. Po prostu ludziów jak mrówków. Były tam takie słodkie brzdące i jak i osoby co miały spokojnie po wyżej setki. Wśród gęstego tłumu ujrzałam panią Minerve. Podeszłam do niej.
-Dzień dobry.
-Witaj kochana
-Straszny ruch. Zawsze tu jest tyle ludzi?
- Właściwie to nie bywam tu w trakcie roku szkolnego, ale się zdarza. Dzisiaj jakos wyjątkowo dużo osób. Nie wiem dlaczego. Miałaś jakieś problemy z trafieniem tu?
-Nie- chwile myślę. Co ma na myśli mówiąc problemy?-raczej nie. Mam pytanie, dlaczegoo jestem sławna w świecie czarodziejów? Nie wspominała pani o tym.
- Chodźmy do kawiarni tam siądziemy i chwilę porozmawiamy, ale nie za długo.-zaczęła jeszcze w drodze.-Tylko w jednym rodzie dar, jaki ty posiadasz, jest dziedziczny. A z tego co mi wiadomo nie jesteś spokrewniona z nimi od ośmiu pokoleń. Nie możliwe jest by tak długo się nie ujawniał. Twój ojciec szukał u mnie schronienia po śmierci twojej mamy. Gdy chodziliśmy do Hogwardu byliśmy przyjaciułmi- zaczęła się tłumaczyć.-Nie stety twój ojciec oskarżał o śmierć Sybilli niejaką River. Osobę z tego rodu co ma dar. Rozumiesz na razie?-Pokiwałam potwierdzająco głową.-Jest to też była dziewczyna Paula. Rozstali się po tragicznym wypadku jej mamy, tej dziewczyny. River odrzuciła go tylko dlatego, że ten nie umiał jej wesprzeć psychicznie. Twój ojciec nigdy nie pogodził się ze śmiercią matki. Któregoś dnia odwiedziła nie Mojkot (nazwisko River). Nie była świadoma waszego pobytu u mnie. Musiała przeżyć szok gdy drzwi otworzył jej twój tata. Nie było mnie w domu. Paul i River stoczyli pojedynek. Gdy wróciłam z zakupów pierwsze co usłyszałam to twój płacz. Pobiegłam by sprawdzić co się dzieje. Wtedy też przerwałam walkę i przypadkiem uratowałam życie Mojkot. Ojciec był na mnie strasznie zły, że wtrącam się w jego życie prywatne; Starałam się mu wytłumaczyć, ale on nie chciał słuchać. Chciał dokończyć swoje dzieło. Musiałam wracać do zamku, byłam wtedy nauczycielką transmutacji. River wróciła do was. Silniejsza niż przedtem. Paul został zaskoczony. Był to beznadziejny okres ty byłaś chora na smoczą ospę. A jego różdżka była w naprawie. Miał niby zastępczą, ale to nie to samo. Sama się przekonasz jak będziesz miała swoją. Wracając do historii. Nie miał jak was bronić, dlatego zginął za ciebie. Ty jednak dziwnym trafem nie zginęłaś , Dlaczego nie wiem, nie wie też sama napastnicza.
-Dlaczego tata oskarżał tą panią o śmierć mamy?
-Nie wiem, Paul nigdy nie chciał mi tego powiedzieć. Masz jeszcze jakieś pytania nie cierpiące zwłoki?
- Jeszce tylko jedno. Dlaczego ludzie nie mogą uwierzyć, że się nazywam jak się nazywam? W barze Tam, to znaczy się barman, nie mógł uwierzyć, że jest u niego Schmit. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli.
-Odpowiedź przyjdzie z czasem. Szybciej niż się spodziewasz. Więcej dowiesz się w szkole. Na lekcji historii magii jest szczegółowo omawiany twój ród. Dowiesz się o wiele więcej niż chcesz wiedzieć. To zagadnienie jak się nie mylę jest na trzecim roku. Musimy się pośpieszyć jak chcemy dziś wszystko załatwić. Przeczytałaś list, który dałam ci w piątek?/
- Nie zapomniałam o nim, ale mam go przy sobie więc mogę to zrobić tu i teraz.-wyciągam pożółkłą kopertę. Delikatnie otwieram i czytam. Unoszę głowę.
- Najpierw chodźmy do banku a potem na zakupy.
-Przepraszam co to są owumenty?
-Są to przedmioty o rozszeżonej podstawie programowej. Skąd o nich wiesz, masz je dopiero na szóstym roku.
-To chyba mam zły list, bo tu jest spis podręczników do owumentów.- uśmiechnęłam się do niej.
-Pokarzesz mi go na chwilę. Taka pomyłka. Jak mogłam pomylić listy, taka wpadka....-stuknęła w list dwa razy i podała mi.- Ale już jest wszystko naprawione. Dobrze, że go przeczytałaś przy mnie.
Czytam przez chwilkę. Unoszę głowę z przerażoną miną.
-Czy dostanę to wszystko tutaj?
-Tak, no to zaczynamy.. Najpierw chodźmy do banku. Może się teleportujemy, będzie pewność, że się nie zgubisz wśród tego tłumu. Chwyć mnie za rękę.-mówiła to i wyciągnęła to do mnie dłoń. Posłusznie ujęłam jej chudą kończynę. Nagle cały świat się rozpłynął. Wszędzie było ciemno. Po chwili wszystko zaczęło wracać do normy. SUPER!.Byłam w innym miejscu, ale trochę mi było nie dobrze. Zwymiotowałam na coś co stało nieopodal drzwi. Dopiero później zorientowałam się, że to jest jakieś stworzenie.
Sorry, że tak długo czekaliście, ale nie wiem czy będę kontynuować tego bloga :C
Przy najmniej podobało się?
-Dzień dobry.
-Witaj kochana
-Straszny ruch. Zawsze tu jest tyle ludzi?
- Właściwie to nie bywam tu w trakcie roku szkolnego, ale się zdarza. Dzisiaj jakos wyjątkowo dużo osób. Nie wiem dlaczego. Miałaś jakieś problemy z trafieniem tu?
-Nie- chwile myślę. Co ma na myśli mówiąc problemy?-raczej nie. Mam pytanie, dlaczegoo jestem sławna w świecie czarodziejów? Nie wspominała pani o tym.
- Chodźmy do kawiarni tam siądziemy i chwilę porozmawiamy, ale nie za długo.-zaczęła jeszcze w drodze.-Tylko w jednym rodzie dar, jaki ty posiadasz, jest dziedziczny. A z tego co mi wiadomo nie jesteś spokrewniona z nimi od ośmiu pokoleń. Nie możliwe jest by tak długo się nie ujawniał. Twój ojciec szukał u mnie schronienia po śmierci twojej mamy. Gdy chodziliśmy do Hogwardu byliśmy przyjaciułmi- zaczęła się tłumaczyć.-Nie stety twój ojciec oskarżał o śmierć Sybilli niejaką River. Osobę z tego rodu co ma dar. Rozumiesz na razie?-Pokiwałam potwierdzająco głową.-Jest to też była dziewczyna Paula. Rozstali się po tragicznym wypadku jej mamy, tej dziewczyny. River odrzuciła go tylko dlatego, że ten nie umiał jej wesprzeć psychicznie. Twój ojciec nigdy nie pogodził się ze śmiercią matki. Któregoś dnia odwiedziła nie Mojkot (nazwisko River). Nie była świadoma waszego pobytu u mnie. Musiała przeżyć szok gdy drzwi otworzył jej twój tata. Nie było mnie w domu. Paul i River stoczyli pojedynek. Gdy wróciłam z zakupów pierwsze co usłyszałam to twój płacz. Pobiegłam by sprawdzić co się dzieje. Wtedy też przerwałam walkę i przypadkiem uratowałam życie Mojkot. Ojciec był na mnie strasznie zły, że wtrącam się w jego życie prywatne; Starałam się mu wytłumaczyć, ale on nie chciał słuchać. Chciał dokończyć swoje dzieło. Musiałam wracać do zamku, byłam wtedy nauczycielką transmutacji. River wróciła do was. Silniejsza niż przedtem. Paul został zaskoczony. Był to beznadziejny okres ty byłaś chora na smoczą ospę. A jego różdżka była w naprawie. Miał niby zastępczą, ale to nie to samo. Sama się przekonasz jak będziesz miała swoją. Wracając do historii. Nie miał jak was bronić, dlatego zginął za ciebie. Ty jednak dziwnym trafem nie zginęłaś , Dlaczego nie wiem, nie wie też sama napastnicza.
-Dlaczego tata oskarżał tą panią o śmierć mamy?
-Nie wiem, Paul nigdy nie chciał mi tego powiedzieć. Masz jeszcze jakieś pytania nie cierpiące zwłoki?
- Jeszce tylko jedno. Dlaczego ludzie nie mogą uwierzyć, że się nazywam jak się nazywam? W barze Tam, to znaczy się barman, nie mógł uwierzyć, że jest u niego Schmit. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli.
-Odpowiedź przyjdzie z czasem. Szybciej niż się spodziewasz. Więcej dowiesz się w szkole. Na lekcji historii magii jest szczegółowo omawiany twój ród. Dowiesz się o wiele więcej niż chcesz wiedzieć. To zagadnienie jak się nie mylę jest na trzecim roku. Musimy się pośpieszyć jak chcemy dziś wszystko załatwić. Przeczytałaś list, który dałam ci w piątek?/
- Nie zapomniałam o nim, ale mam go przy sobie więc mogę to zrobić tu i teraz.-wyciągam pożółkłą kopertę. Delikatnie otwieram i czytam. Unoszę głowę.
- Najpierw chodźmy do banku a potem na zakupy.
-Przepraszam co to są owumenty?
-Są to przedmioty o rozszeżonej podstawie programowej. Skąd o nich wiesz, masz je dopiero na szóstym roku.
-To chyba mam zły list, bo tu jest spis podręczników do owumentów.- uśmiechnęłam się do niej.
-Pokarzesz mi go na chwilę. Taka pomyłka. Jak mogłam pomylić listy, taka wpadka....-stuknęła w list dwa razy i podała mi.- Ale już jest wszystko naprawione. Dobrze, że go przeczytałaś przy mnie.
Czytam przez chwilkę. Unoszę głowę z przerażoną miną.
-Czy dostanę to wszystko tutaj?
-Tak, no to zaczynamy.. Najpierw chodźmy do banku. Może się teleportujemy, będzie pewność, że się nie zgubisz wśród tego tłumu. Chwyć mnie za rękę.-mówiła to i wyciągnęła to do mnie dłoń. Posłusznie ujęłam jej chudą kończynę. Nagle cały świat się rozpłynął. Wszędzie było ciemno. Po chwili wszystko zaczęło wracać do normy. SUPER!.Byłam w innym miejscu, ale trochę mi było nie dobrze. Zwymiotowałam na coś co stało nieopodal drzwi. Dopiero później zorientowałam się, że to jest jakieś stworzenie.
Sorry, że tak długo czekaliście, ale nie wiem czy będę kontynuować tego bloga :C
Przy najmniej podobało się?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz